Biało

Wczoraj koty były na balkonie i tak wygrzały sobie futerka na słońcu, że aż się zdziwiłam, gdy okazało się, że niepotrzebnie wyniosłam im koc.
A dziś biało, z nieba sypał gęsto śnieg, fascynując obie kocie mordki. Kicia obserwowała wszystko czujnie na balkonie, czasem biegając i niezmiennie się dziwiąc.
Peny została w pokoju na drapaku i tylko pyszczek wstawiła w uchylone drzwi balkonowe.
Drapak jest ustawiony tak, że niby jest się w pokoju i w pupę jest ciepło, ale pyszczek można mieć na zewnątrz i korzystać z uroków „spaceru”.

Po zabiegu

Wreszcie trafił się lekarz, który na moje problemy z krwotokami nie zareagował propozycją drogiej i bezsensownej terapii, jak już się zdarzało, ale zdziwił się, że nikt mi nie powtórzył łyżeczkowania.
No to raz-dwa się zdecydowaliśmy. Wyniki miałam tak złe, że lekarz zarządził zabieg od razu za kilka dni.
Teraz jestem już po łyżeczkowaniu i usunięciu polipa. :)
Strasznie jestem słaba, jak to anemik po zabiegu, ale wiem, ze niedługo będzie lepiej. A jeśli nie będzie, to zawsze mogę zdecydować się na embolizację mięśniaków, bądź usunięcie części macicy.

Byle do wiosny

Tyle się dzieje, że nawet nie chce mi się o tym pisać, bo czasu brak, i zniechęcenie ogarnia, gdy się o tym wszystkim myśli.
Tato miał operację zaćmy i dwa tygodnie spędził u nas. Koszmarny pacjent, nieposłuszny, nie chce przestrzegać zaleceń lekarzy, na wizycie kontrolnej wykłócał się z panią doktor, aż kobieta życzyła mi cierpliwości, gdy wychodziliśmy i była bardzo współczująca.
Na szczęście mimo braku współpracy ze strony taty, oko działa bardzo dobrze, choć soczewka trochę się przekrzywiła. Odwieźliśmy więc Królika do domu.
Natalka pomaga dziadkom na działce i jest jej przykro, że traktują ją czysto instrumentalnie. Do tego jest przemęczona, jak przyjechała do nas na 3 dni, to się aż popłakała, że nie daje sobie rady. Fakt, że Młoda dopiero od niedawna mieszka osobno, musi urządzić mieszkanie, gotuje obiady, jeździ na działkę, potem przez kilka dni robi przetwory w warzyw i owoców, które dostaje od dziadków. Fajnie, że mieszka z kolegą, bo zupełnie wpadłaby w depresję. Już i tak kolega mówi, że zrobiła się apatyczna, albo ma wybuchy złości z tego przemęczenia. No ale jeszcze kilka tygodni i skończy się pomoc na działce, bo Młoda pójdzie na studia i odpocznie.

Kończy się sierpień, a ja już myślę przyszłym roku, że chyba będzie łatwiejszy, bez przeprowadzek, matury, kończenia studiów, dziadków w domu, no i chyba w tym roku wyczerpaliśmy już limit poważniejszych chorób dla całej rodziny na najbliższą pięciolatkę. ;)
Jak to mówią „byle do wiosny”. :)

A z pozytywów, to mam doniczki z ziołami na parapecie.
Po wakacjach zaszalałam i kupiłam oprócz „zwykłej” bazylii, jeszcze bazylię – krzaczek o bordowych gałązkach i oregano. Oregano mnie zaskoczyło, nie myślałam, że jest taką ładną i sympatyczną roślinką, która ozdobi mi parapet. Przymierzam się jeszcze do zakupu bazylii o drobniusieńkich listkach, która pachnie oszałamiająco oraz doniczki kolendry.

Mieszane uczucia

Natalka się wyprowadziła. Dziś jest taki graniczny dzień, gdy w zasadzie przestała z nami mieszkać.
Z jednej strony cieszę się, bo ona się cieszy, że może być dorosła, mieszkać sama i realizować swoje marzenia. A przecież o to chodzi rodzicom, by ich dzieci były szczęśliwe.
Ale z drugiej strony to mi smutno. Zawsze, jak wracała ze szkoły, to opowiadała mi, co się wydarzyło. Jak chciałam się wygadać, to do niej szłam. Jak trzeba było zrobić burzę mózgów, to oczywiście z Natalką, bo zawsze wyszło z tego coś sensownego. Jak była jakaś awaria, spieszyłam się i na chybcika trzeba było coś zapakować, przygotować, to Natalka zrobiła to równie profesjonalnie jak ja. I jeszcze z Gabrysią porozmawiała i z Bossem miała wspólny język. A z Kicią to się bardzo kochały. No i oczywiście dalej się kochają, ale teraz Natalka będzie rzadziej w domu… i wszyscy już tęsknią za nią.