Koniec wakacji

U mnie wszystko w porządku. Zdrowie zadowalające. A to najważniejsze.

Gabi zmieniła szkołę. Zależało jej na tym, więc uznaliśmy, że nie ma co zmuszać dziecka do pozostania w starej, jeśli miałaby tam być nieszczęśliwa.
W sumie to była chyba dobra decyzja, bo własnie okazało się, że dyrekcja zapomniała zorganizować siódmą klasę, nie ma wychowawcy, nie ma zgody na nauczanie powyżej szóstej klasy. Nie rozumiem, jak można dopuścić się takiego niedbalstwa. Trzymam kciuki za dzieci i rodziców, którzy zostali bez szkoły, żeby problem udało się w przyspieszonym trybie rozwiązać.

Peny była u stomatologa i kardiologa kociego. Niesamowite, jakie badania trzeba przeprowadzić kotu, żeby usunąć mu pod narkozą kamień nazębny. ;)
Wszystko już w porządku, zęby zdrowe i bielutkie. Teraz nakładamy na nie pastę Orozynę i teoretycznie powinna ona dbać o zęby. Kicia też korzysta i dostaje pastę.

Jest u nas Królik z krótką wizytą. Szkoda, ze już jutro musi wyjechać. Dziś miał fajny nastrój do opowiadania. Cały dzień słuchałam niesamowitych historii z czasów Powstania Wielkopolskiego, wojny, a także taty służby wojskowej, różnych historii rodzinnych…

Boss ma nowe auto, ale zanim je kupił, to zdążył polubić jazdę na rowerze. :)

Natalka przyjedzie nas odwiedzić za kilka dni. Tęsknimy za nią.

Wiosna

U mnie poprawa. Nie jest idealnie, ale jest dobrze, co oznacza, że jak dla mnie jest super! :)
Nie zamierzam w najbliższym czasie umierać, a w zeszłym roku było tego blisko, gdy przestałam oddychać podczas zabiegu łyżeczkowania, no i gdy anemię miałam tak skrajnie niską, ze nawet mówić było mi trudno, bo dostawałam zadyszkę.
„Brawa” dla pani doktor, która opieprzyła mnie, po co w nocy przyjechałam do szpitala w panice, że mam krwotok, przecież skoro miewam krwotoki, to powinnam być przyzwyczajona a nie mówić, ze źle się czuje i jestem kilka dni po łyżeczkowaniu, więc może to dlatego ten krwotok… – i odesłała mnie do domu. Byłam wtedy w takim stanie, że nadawałam się do transfuzji i to nie moja opinia, tylko tydzień później, gdy byłam w stanie podnieść się z łóżka po zjedzeniu tony żelaza, zrobiłam badanie krwi i wyniki wtedy były na granicy przeżycia…

Od grudnia mam wkładkę hormonalną, która zdecydowanie poprawiła stan mojego zdrowia.
Ciągle jeszcze czuję się osłabiona, ale mogę już wyjść z domu, pojechać gdzieś z rodziną. Fajnie jest. :)

Koty ciągle się nie zaprzyjaźniły. Panuje stan średniej równowagi. Kicia czasem nadstawi czoło Penelopie do wylizania, ale nie może podnieść głowy w czasie toalety, bo inaczej Peny wrzaśnie i ucieknie, a może nawet wcześniej łapą przywali.
Kicia uwielbia zabawę w rodeo. Gdy się nudzi, to wskakuje na Penelopę i łapie zębami za plecy, bok, lub inny kawałek ciała. Penelopa wtedy z wrzaskiem ucieka unosząc Kicię na sobie. Kicia co jakiś czas spada i potem goni Penelopę, żeby znów na nią wskoczyć. Trzecia w tym harmiderze biegnę ja, żeby ocalić skórę Peny. ;)
Zabawa jest bolesna i nieprzyjemna dla Peny, ale Kicia nie chce zrobić jej krzywdy, dla niej to zabawa, nigdy nie skaleczyła Peny. Szkoda, ze Kicia nie jest bardziej empatyczna w stosunku do kotów. Dla ludzi jest miła i delikatna. Nawet jak się wkurzy (często się to zdarza), to najpierw ostrzega, ze nie chce być głaskana, bo zdzieli łapą.

Ciągle zachwycam się mieszkaniem po przeprowadzce. Jest przyjazne, cudowne i w pięknej okolicy. Nawet chorowanie w takim mieszkaniu jest dużo większą frajdą, a cóż dopiero mieszkanie tu, gdy czuję się lepiej. :)

Biało

Wczoraj koty były na balkonie i tak wygrzały sobie futerka na słońcu, że aż się zdziwiłam, gdy okazało się, że niepotrzebnie wyniosłam im koc.
A dziś biało, z nieba sypał gęsto śnieg, fascynując obie kocie mordki. Kicia obserwowała wszystko czujnie na balkonie, czasem biegając i niezmiennie się dziwiąc.
Peny została w pokoju na drapaku i tylko pyszczek wstawiła w uchylone drzwi balkonowe.
Drapak jest ustawiony tak, że niby jest się w pokoju i w pupę jest ciepło, ale pyszczek można mieć na zewnątrz i korzystać z uroków „spaceru”.

Po zabiegu

Wreszcie trafił się lekarz, który na moje problemy z krwotokami nie zareagował propozycją drogiej i bezsensownej terapii, jak już się zdarzało, ale zdziwił się, że nikt mi nie powtórzył łyżeczkowania.
No to raz-dwa się zdecydowaliśmy. Wyniki miałam tak złe, że lekarz zarządził zabieg od razu za kilka dni.
Teraz jestem już po łyżeczkowaniu i usunięciu polipa. :)
Strasznie jestem słaba, jak to anemik po zabiegu, ale wiem, ze niedługo będzie lepiej. A jeśli nie będzie, to zawsze mogę zdecydować się na embolizację mięśniaków, bądź usunięcie części macicy.

Byle do wiosny

Tyle się dzieje, że nawet nie chce mi się o tym pisać, bo czasu brak, i zniechęcenie ogarnia, gdy się o tym wszystkim myśli.
Tato miał operację zaćmy i dwa tygodnie spędził u nas. Koszmarny pacjent, nieposłuszny, nie chce przestrzegać zaleceń lekarzy, na wizycie kontrolnej wykłócał się z panią doktor, aż kobieta życzyła mi cierpliwości, gdy wychodziliśmy i była bardzo współczująca.
Na szczęście mimo braku współpracy ze strony taty, oko działa bardzo dobrze, choć soczewka trochę się przekrzywiła. Odwieźliśmy więc Królika do domu.
Natalka pomaga dziadkom na działce i jest jej przykro, że traktują ją czysto instrumentalnie. Do tego jest przemęczona, jak przyjechała do nas na 3 dni, to się aż popłakała, że nie daje sobie rady. Fakt, że Młoda dopiero od niedawna mieszka osobno, musi urządzić mieszkanie, gotuje obiady, jeździ na działkę, potem przez kilka dni robi przetwory w warzyw i owoców, które dostaje od dziadków. Fajnie, że mieszka z kolegą, bo zupełnie wpadłaby w depresję. Już i tak kolega mówi, że zrobiła się apatyczna, albo ma wybuchy złości z tego przemęczenia. No ale jeszcze kilka tygodni i skończy się pomoc na działce, bo Młoda pójdzie na studia i odpocznie.

Kończy się sierpień, a ja już myślę przyszłym roku, że chyba będzie łatwiejszy, bez przeprowadzek, matury, kończenia studiów, dziadków w domu, no i chyba w tym roku wyczerpaliśmy już limit poważniejszych chorób dla całej rodziny na najbliższą pięciolatkę. ;)
Jak to mówią „byle do wiosny”. :)

A z pozytywów, to mam doniczki z ziołami na parapecie.
Po wakacjach zaszalałam i kupiłam oprócz „zwykłej” bazylii, jeszcze bazylię – krzaczek o bordowych gałązkach i oregano. Oregano mnie zaskoczyło, nie myślałam, że jest taką ładną i sympatyczną roślinką, która ozdobi mi parapet. Przymierzam się jeszcze do zakupu bazylii o drobniusieńkich listkach, która pachnie oszałamiająco oraz doniczki kolendry.